poniedziałek, 19 grudnia 2016

Nie wrzeszcz, tylko słuchaj

W związku z awanturą, która miała miejsce w Sejmie Rzeczypospolitej dnia 16 grudnia 2016 roku, poprosiłem swojego brata o rozpropagowanie pewnego komunikatu, próbującego być głosem rozsądku wśród -- jak mi się zdaje -- wzburzonego morza oszalałej pogardy, anarchii, strachu i nienawiści, które opanowały klasę polityczną. Wojtek poszedł o krok dalej, i udostępnił mi możliwość korzystania ze swojego bloga, czego owocem jest niniejszy wpis.

Jeżeli Ty, który czytasz te słowa, masz wśród swoich znajomych jakieś wpływowe osoby, albo znasz kogoś, kto mógłby mieć osobisty kontakt z takimi osobami, prosiłbym Cię o przekazanie im następujących słów:

W swojej polityce zagranicznej starożytni Rzymianie wyznawali zasadę, że aby podbić jakieś terytorium, najlepiej najpierw podsycić waśnie wśród zamieszkujących je ludów, dzięki czemu w momencie nadejścia wojsk Imperium, wyniszczone konfliktem strony nie będą dłużej w stanie stawiać oporu.

Wygląda na to, że współczesna Polska byłaby dla Rzymian wyjątkowo łatwym kąskiem (i być może tak właśnie będzie, choć na razie możemy się tylko domyślać, którym z nowożytnych imperiów służą nasze aktualne konflikty polityczne).

Jesteśmy świadkami potężnego konfliktu, w którym zachowania klasy politycznej stanowią jedynie wierzchołki gór lodowych. Społeczeństwo jest wyraźnie podzielone, i wygląda na to, że żadna ze stron nie potrafi spojrzeć drugiej stronie z szacunkiem w oczy i uznać jej racji. Dlaczego przez zaledwie ćwierć wieku wolności staliśmy się społeczeństwem pychy i pogardy (choć zapewne żaden z nas nie chciałby myślec o sobie w ten sposób)?
Musimy uświadomić sobie, że rozwiązanie obecnego sporu nie może polegać na wskazaniu winnego. Wszyscy jesteśmy winni, a naszą winą jest resentyment i nieumiejętność trzeźwej oceny sytuacji. Rząd ma rację, zarzucając opozycji, że zachowuje się w Sejmie jak banda rozwydrzonych przedszkolaków, i że takie rozwiązanie nie przystoi parlamentarzystom. Opozycja ma rację, kiedy zwraca rządowi uwagę, że zamiast poważnej debaty w Sejmie odbywa się "przepychanie ustaw", zaś obywatele mogą być poważnie zaniepokojeni próbami ograniczania informacji dotyczących tego, co dzieje się w izbie Sejmu.

A przecież piątkowe wydarzenia mogły skończyć się inaczej. Marszałek Kuchciński, zamiast odwracać się plecami do protestującej opozycji, mógł zapytać jej przedstawicieli:
- dlaczego utrudniacie naszą pracę? Przecież wiecie, jak ważne jest dla nas uchwalenie budżetu
- jesteśmy zaniepokojeni planem ograniczenia dostępu dziennikarzy i obywateli do informacji o tym, co się dzieje w Sejmie
- moim zdaniem wasz niepokój jest nieuzasadniony, ale skoro tak się tym martwicie, możemy stworzyć w przyszłym roku nowy, wspólny projekt mający na celu uregulowanie tej kwestii. Ale na razie się uspokójcie i zajmijmy się lepiej tą ustawą, bo myślę, że wszyscy już jesteśmy zmęczeni dzisiejszym dniem.
Tymczasem Marszałek udał po prostu, że nic się nie stało, i być może był nawet zadowolony, że się "nie ugiął przed protestującymi" i "udało się zrealizować jego plan do końca". Tyle że rolą rządu w państwie demokratycznym jest właśnie owo "uginanie się", czy też słuchanie głosów obywateli (których przedstawicielami są parlamentarzyści), a nie trwanie w swoim własnym uporze. Jest to postawa, której powinien wymagać od rządzących każdy obywatel, niezależnie od tego, czy jego poglądy są lewicowe, prawicowe czy księżycowe.

wtorek, 25 października 2016

Hejt – srejt

Nienawidzę tego bezmyślnie powtarzanego hasła – hejt.

Nie ma przecież takiego słowa w języku polskim!

„Fale hejtu” się nie wylewają, bo nie ma czegoś takiego jak hejt. Jak może się wylewać coś, co nie istnieje?

Co to jest za bezmyślna kalka z języka angielskiego? Dlaczego nie możemy mówić po polsku – „nienawiść”? Za trudne? A może mało pozytywnie nacechowane? Źle się kojarzy „nienawiść”? Hejt kojarzy się, jak rozumiem świetnie, warto więc przypudrować odrażające zjawisko...

A może po prostu "nienawiść" nie mieści się na pasku w telewizorze? Trudniej wrzucić ją w nagłówek na portalu? Hejt jest modny, więc pewnie i bardziej klikalny... no to mówmy wszyscy o hejcie...

Dlaczego nie „nienawiść”? Bo wtedy nazywamy rzeczy po imieniu? A może nikt nie wierzy w to, że to o nienawiść chodzi? Może to jest coś lżejszego gatunkowo... skoro więc nie chodzi o „nienawiść”, to o co?

Pamiętam Internet sprzed neostrady. Pamiętam Internet w roku 1997, kiedy dostępny był głównie studentom. Ale to inni byli studenci. Internet był wtedy elitarny, sprzed najazdu „dzieci neostrady”. Było inaczej, było kulturalniej. Zawsze jest tak w mnieszym gronie.

I to skłania mnie do takiej refleksji, że być może w końcu głos w końcu dostali wtórni analfabeci, którzy po prostu inaczej napisać nie potrafią. Wydaje im się, że żeby podkreślić, trzeba pierdolnąć.

I ta dosadność, ten prostozmostyzm, to bawełnianie nieowijaństwo, które z uwagi na braki w wykształceniu sprowadza się de facto do języka analogii i metafor, trafia na takiego, a odbiorcę wychowanego w kulturze, w której każda krytyka odbierana jest jako atak.

Może zatem zamiast używać, idiotycznego moim skromny zdaniem, hej tu czas powrócić do starego, dobrego kołtuństwa?

piątek, 23 września 2016

Prawo pierwszej nocy

Prawo pierwszej nocy


Wrócili. Oni wrócili!

To znaczy, cały czas tutaj byli ale w końcu znaleźli się tam, gdzie planowali się znaleźć od 200 lat.
Panowie panują. Państwo rządzą.



Państwo. To jest w ogóle ciekawe słowo. To jak się je definiuje określa sposób rozumienia polityki.
C
zym jest zatem "Państwo" dla mnie?
Zawsze wydawało mi się, że ten nasz wspólny grajdołek – Rzeczpospolitą – nazywamy Państwem z uwagi na kwestie czysto lingwistyczne.
Wnioskowałem, że gdy mówię o Państwie, gdy rozmawiam z Państwem, to rozmawiam ze wszystkimi tymi, których uwagę będę w stanie przykuć tym właśnie zwrotem – “Proszę Państwa!” Rozmawiając z Państwem, rozmawiałbym zatem z moimi współobywatelami, drodzy Państwo!
Z ludźmi, którzy rozumieją język, którym do nich mówię. Nieprawdaż, że proste?

Wiedziałem też zawsze, że istnieją takie osobniki, którym ta teoria jest zupełnie obca. Czyli po prostu osoby, które inaczej niż ja pojmują politykę. Dzisiejsze "przepychanie" w Sejmie pozwoliło mi w końcu zrozumieć jak takie osoby rozumują. 

Pamiętam, że mówiliśmy o tym na lekcji polskiego w czasie omawiania “Chłopów” WS Reymonta. Nie czytałem oczywiście tej książki,  bo była zbyt gruba, a na dodatek ja już wtedy wiedziałem co to medyczna marihuana. Kojarzę jednak – jak każdy, kto chodził do liceum, wesele Jagny i Boryny. I w kontekście tego wesela został poruszony na mojej lekcji polskiego pewien ekscytujący, zwłaszcza z pozycji nastolatków, temat – prawo pierwszej nocy.
(Pewnie właśnie dlatego pamiętam o weselu Jagny i Boryny.)
Choć Wikipedia sugeruje, że warto prawo pierwszej nocy ustawić co najmniej blisko miejskich legend, nie mniej jest to pewien mem, który funkcjonuje w naszej kulturze na tyle skutecznie, że chociażby ja o nim wiem. Część z Was, drodzy Państwo, pewnie też.

Według owej miejskiej (wiejskiej?) legendy Pan – właściciel wioski, z której pochodziła panna młoda, miała prawo spędzić z nią noc poślubną. W końcu Pan pochodził od Sarmatów, a chłopka o Chamów, miał więc prawo. Prawo pierwszej nocy. 
Mimo tego oczywistego podziału i jakże naturalnego pochodzenia owego prawa, zawsze wydawało mi się ono obrzydliwe. Dlaczego jakiś obcy koleś ma decydować o tym, co dzieje się z ciałem drugiej osoby?
Ale to przecież nie jest żaden obcy koleś.
To jest Pan. A pan włada przecież chamem.

Takie właśnie Państwo sobie wybraliśmy, drodzy Państwo.
Suwerenne Państwo, które chce fizycznie decydować o losie swoich wasali.  Wiem, że wyskoczę teraz idiotycznie przed szereg ale muszę to powiedzieć. Nie bądźmy kmiotkami, przestańmy mówić o sobie jako o gorszym sorcie.

Jebać Panów. Chwała Państwu. A jak nie, to Wrzeszcz można zamienić na Berlin. Powiadają, że tam całkiem zajebiście.